Dostaliśmy zgłoszenie o kociakach, które przyszły na świat pod wiatą gospodarczą. Nikt nawet nie wiedział, że kotka się okociła. O ich istnieniu dowiedziano się dopiero po kilku dniach, gdy spod dachu zaczął dochodzić rozpaczliwy płacz głodnych maluchów.
Ich mama zniknęła, kociaki zostały same, bez opieki, bez jedzenia i bez szans na samodzielne przetrwanie. Ukrywały się na strychu, gdzie przez kilka dni czekały na pomoc.
Jeden z maluchów został zaatakowany przez psa. Wczoraj trafił do kliniki w bardzo ciężkim stanie, skrajnie wychudzony, odwodniony i wychłodzony. Lekarze walczyli o jego życie, jednak było już za późno. Odszedł nad ranem. 
Na szczęście udało się zabezpieczyć jego dwóch braci. Niestety one również są bardzo osłabione. Jeden z nich ma infekcję, oba są wychudzone i najprawdopodobniej od kilku dni nie miały nic do jedzenia. Teraz są już bezpieczne, otoczone opieką i otrzymują wszystko, czego potrzebują, ale najbliższe dni będą dla nich kluczowe.
To dwa kocurki, bracia, mają około półtora miesiąca. Przed nimi jeszcze długa droga do zdrowia, dlatego bardzo prosimy o mocne kciuki. 

Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć chłopaków karmą dla kociąt lub pomóc w pokryciu kosztów leczenia i opieki, będziemy ogromnie wdzięczni. Kilka dni głodu i samotności odcisnęło na nich swoje piętno, a teraz muszą odzyskać siły i nauczyć się, że człowiek może oznaczać bezpieczeństwo.
Dziękujemy za każdą pomoc, udostępnienie i dobre słowo. 

Walczcie, maluchy. Jesteśmy z Wami.
