Jest 6 stycznia 2023 r. – nie ma śniegu, ale jest baaardzo zimno. Wieś Dębiny koło Narola. Opiekun kilku psiaków, w tym maleńkiego szczeniaka, odchodzi z tego świata. Zostaliśmy poproszeni o pomoc. Psy skazane na śmierć z głodu, pragnienia i zimna. Maleńka suczka ze szczeniakiem oraz suczka i piesek, około 10 i 12 kg wagi. Chude, głodne, bardzo nieufne. Nie mają nic. Przed nimi zamknięto na kłódkę nawet starą szopę, w której spały….


Szukamy dla nich pomocy na miejscu. Zgłaszają się 2 wspaniałe osoby z Narola – Dorota i Aneta. Przez ponad miesiąc jeżdżą do psiaków 2, czasami 3 razy dziennie, codziennie. Karmią, dają świeżą wodę, organizują ciepłe i suche miejsce do spania a przede wszystkim próbują zdobyć ich zaufanie, aby można było je zabrać i o nie zadbać. Poświęcają swój czas, pieniądze, zdrowie. Będą jeździły aż psiaki zostaną zabrane.
Pierwszy – po jakiś 2 tygodniach – przełamuje się Misiek i podąża za Anetą. Któregoś dnia u niej zostaje. W domu tymczasowym u Anety, bardzo powoli oswaja się z nowym miejscem, nową, zupełnie inną sytuacją. Oczywiście na jego zasadach i w jego tempie czyli dwa kroki do przodu i jeden do tyłu. Dobrą wiadomością jest to, że Misiu jest bezpieczny, ma ciepłe miejsce do spania i regularnie, dobre jedzenie.
Sonia nie ufa niczemu i nikomu. Człowiek do szczęścia nie jest jej potrzebny. Każdy ruch, który budzi w niej niepokój powoduje ucieczkę. Sytuacja jest coraz trudniejsza. Dziewczyny wykończone psychicznie i fizycznie, ogromne koszty (paliwa, jedzenia) i emocjonalne – strach o psiaki, szok jak bardzo unikają człowieka i jak mało dobrego od człowieka dostały.
W końcu organizujemy akcję z pomocą zaprzyjaźnionej organizacji. Cudem, rzutem na taśmę, w ostatniej chwili Sonia zostaje złapana. Wszystkie psiaki są zabezpieczone. Dziewczyny odchorowują ten morderczy miesiąc.

Sonia trafia do kliniki na badania, kroplówki, w trybie pilnym musi być operowana. Niecałą dobę po zabiegu udaje jej się uciec z kliniki. Zamiast szczęśliwego zakończenia szok, przerażenie, gigantyczny stres, płacz, jeżdżenie, szukanie, ogrom telefonów, na prędce zrobiony plakat. W pomoc włącza się Krystyna. Rozkleja ogrom plakatów, jeździ po okolicy kilka razy dziennie. Odbiera ogrom telefonów, a Sonia ucieka… od ludzi. Teraz kiedy miało być już dobrze, bezpiecznie, szczęśliwie Sonia nie docenia tego co zrobiliśmy – dla niej to piekło.
Miesiąc… dokładnie tyle trwały poszukiwania Soni, przejechane setki kilometrów, odebrane i wykonane setki telefonów, ogrom ogłoszeń w lokalnych mediach, poszukiwania dronem, setki rozwieszonych plakatów. I nic.
Kiedy już opadliśmy z sił i rozsądek kazał się poddać – bo przecież to nie możliwe żeby sunia z maleńkiej wioski, nie znająca życia w mieście, w obcym i przerażającym miejscu, dobę po operacji dała radę. Nadal jest zima, zimno.
I kiedy już mieliśmy się poddać dzwoni Krysia i krzyczy do telefonu „mam ją… Sonię… Paweł ją niesie do samochodu”. Pojechali do kliniki. Soni nic nie jest, wygląda całkiem nie źle jak na miesięczną tułaczkę tuż po zabiegu. Najgorsze to wyjąć szwy, które przez ten czas już trochę wrosły, ale udaje się.
Krysia nie wyobraża sobie żeby ją zostawić w klinice. Za bardzo była zaangażowana, za dużo poświęciła. W domu czekają na nią 2 psy, ale Sonię zabiera ze sobą. Wie, że będzie ciężko ale nie unie inaczej, nie może.

Jest 15 marca 2023 r.
Od tamtej pory Sonia jest u Krysi, z Krysią, obok Krysi. Nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Rozumieją się bez słów. Sonia nie chce uciekać, nie musi.
Jest kwiecień 2025 r.
Dzielimy się z Wami naszą wielką radością… 
Sonia adoptowana. Dobranoc 

